Nowojorski duet, tworzony przez wokalistkę Alexis Krauss i gitarzystę Dereka E. Millera wydaje się być doskonałą definicją pozornie oksymoronicznego terminu „noise pop”. Na tle zadziornych, hałaśliwych gitar i elektroniki mamy doskonałe, niesłychanie chwytliwe melodie, które natychmiast zapadają w pamięć. Comeback Kid, End of the Line i Road to Hell to stuprocentowe popowe przeboje. Z takim piosenkowym talentem duet mógłby zdystansować każdą popową gwiazdkę na muzycznym rynku.
(Nie)stety, raczej nie mają takich ambicji. Przed zawłaszczeniem przez mainstream ratują się, „psując” piosenki miażdżącymi gitarami. Posłuchajcie Born to Lose – melodia to czysty pop, ale riffy to już regularne panczurstwo; pod koniec gitary zabierają nas jeszcze w świat zimnej fali lat 80. Podobny kontrast słodycz śpiewu-chropowatość gitar mamy również w Leader of the Pack oraz You Lost Me – w tym drugim kawałku Derek zahaczawręcz o nu metal. Potężny, stadionowy riff napędza Crush, w którym słyszymy też klaskanie i skandowanie, co nasuwa skojarzenia z przebojem Toni Basil sprzed lat, słynnym Hey Mickey. Słodki śpiew na rzecz skandowania Alexis porzuca również w Demons, Derek natomiast krzesa riffy zgoła hardcore’owe. Ale największy czad dostajemy już na samym początku. True Shred Guitar otwiera mylący, pseudokoncertowy fragment z dodaną owacją publiczności; po chwili słyszymy riffowanie, jakiego nie powstydziłby się zespół… Rage Against The Machine! To już właściwie metal… Alexis zresztą też bliżej w tym utworze do Zacka de la Rochy niż Britney Spears.
Cenię samoprzylepne melodie, ale i alternatywne podejście do muzyki, a brooklyński duet w perfekcyjny sposób realizuje oba te założenia. Tak specyficzna muzyka nie zdobędzie szerokiej popularności - choć, jak już pisałem, potencjał duetu jest gigantyczny. Widać dobrze się czują w alternatywnej niszy, nagrywając płyty, przy których bez wyrzutów sumienia tańczyć mogą zarówno bywalcy dyskotek, jak i punkowcy. Więc tańczmy.
(9/10)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz