piątek, 9 marca 2012

alla barn i början #1: Blur

Tekst poniższy miał być częścią przeglądu twórczości Blur, ale jakoś zabrakło mi weny na całość ;> (być może do tematu wrócę).  Postanowiłem jednak otworzyć nim nowy cykl na SOT, w którym omawiał będę nie zawsze wspaniałe debiuty wspaniałych zespołów. Tytuł cyklu jest w języku szwedzkim i można go przetłumaczyć na polskie "pierwsze koty za płoty".
Może chcielibyście poczytać o debiucie jakiegoś swojego ulubionego zespołu? Czekam na propozycje :)

BLUR
LEISURE(1991)
 

Niektóre słynne zespoły mogą być dumne ze swych debiutów, czego przykładem może być omawiany przeze mnie jakiś czas temu debiutancki album R.E.M. Murmur, który uważam wręcz za szczytowe osiągnięcie amerykańskiej grupy. Niektóre słynne zespoły wolałyby jednak swoje debiuty wymazać z pamięci. Z pewnością w tym gronie jest Blur, którego lider, Damon Albarn, krótko po wydaniu drugiego, przełomowego albumu Modern Life Is Rubbish, określił jego poprzednika mianem okropnej płyty. Być może potraktował swoje pierwsze dziecko trochę zbyt surowo, niemniej jednak trudno zaprzeczyć, że Leisure nie należy do największych osiągnięć angielskiej formacji.
Kiedy na przełomie lat 80. i 90. zespół Blur stawiał pierwsze kroki, Zjednoczone Królestwo opanowała imprezowa gorączka. Angielska młodzież z wielkich przemysłowych miast znalazła sposób na wyładowanie frustracji spowodowanej brakiem perspektyw i kryzysem gospodarczym. Było to rave - całonocne imprezy w klubach z muzyką taneczną, napędzane narkotykami. W tej sytuacji na rynku muzycznym nie dziwił boom na elektronikę, dance i house. Rockmani, aby nie wypaść z mody, chcąc nie chcąc musieli ożenić elektronikę z gitarami, a dzieckiem z tego małżeństwa był nurt zwany Madchesterem, bądź też „baggy”. Wywiedzione z beatlesowskiej tradycji melodie połączono z syntetycznymi beatami, a wszystko to w gęstym psychodelicznym sosie. Na absolutnym topie były takie grupy, jak The Stone Roses, Happy Mondays i The Charlatans. Na fali popularności Madchesteru mieli nadzieje wypłynąć także debiutanci, dowodzeni przez byłego studenta szkoły aktorskiej, Damona Albarna.
Leisure sprawia właśnie wrażenie raczej koniunkturalnej produkcji, niż oryginalnej wypowiedzi artystycznej. Wszystko, z czym kojarzy się scena madchesterska, na tej płycie jest – psychodeliczne gitary i przetworzony wokal (She’s So High), taneczne rytmy (Bang, Bad Day), energetyczne gitarowe riffy i psychodeliczne solówki puszczone od końca (There’s No Other Way) i leniwy śpiew na granicy fałszu, trochę w manierze Iana Browna (w każdym utworze). Niestety, na początku kariery Albarn nie był jeszcze kompozytorem na miarę talentu tandemu Brown-Squire. Takie kawałki jak High Cool i Repetition mają słabe i nudne melodie, a refreny singlowych She’s So High i Bang są trochę przebojowe „na siłę”, bez polotu. Znacznie lepiej wypada mocno gitarowy There’s No Other Way, zasłużony pierwszy przebój Blur, który dotarł do ósmej pozycji UK Charts i rozpętał krótkotrwałą popularność zespołu Albarna (prawdziwa sława miała nadejść dopiero trzy lata później, przy okazji płyty Parklife).
Mimo wtórności tego debiutu, można już odnaleźć tutaj pewne elementy przyszłego stylu zespołu. Fool, mimo że to dość naiwnie brzmiąca kompozycja, to już forpoczta britpopu, który wykwitnie dwa lata później, a ballady Sing (wykorzystana w kultowym filmie Trainspotting) i Birthday pasowałyby klimatem do najbardziej ambitnego dzieła formacji, 13 z 1999 roku.
(5/10)

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. hej, mam dla Ciebie propozycje współpracy - odezwij się na magdasieprawska@outrave.net :)

    OdpowiedzUsuń