piątek, 30 września 2011

Nosowska - 8

NOSOWSKA
8 (2011)
 
Mniej więcej co rok, co dwa lata pierwsza dama polskiej piosenki, jak piszą o Katarzynie Nosowskiej (czy aby w tym samym tonie nie mówi się czasem o Maryli Rodowicz?) raczy swoich fanów nowymi albumami – czy to z Heyem, czy też działając na własną rękę.
I z kolegami z macierzystego zespołu, i działając solo chce iść ciągle do przodu. Nie wypada wypominać kobiecie wieku, ale już (nie do wiary!) czterdziestoletnia artystka nagrała kolejny album zdecydowanie na czasie, bez oglądania się w przeszłość. Notowska stara się, by jej propozycje brzmiały świeżo i przekonująco dla młodego pokolenia. Tego, którego jeszcze nie było na świecie, kiedy nasz kraj zalewała masowa histeria na punkcie skromnego zespołu ze Szczecina... Nie brzmi jak żadna tam „dama polskiej piosenki” – ten koszmarny epitet sugerować może jakieś stetryczenie i odcinanie kuponów od dawnej sławy. Takiej płyty mógłby jej pozazdrościć szereg wokalistek młodego pokolenia, z Brodką na czele.
Nie jest to na pewno płyta dla fanów rocka. Ci, którzy uważają, że Hey skończył się w momencie odejścia Piotra Banacha (są pewnie tacy, którzy uważają, że skończył się na Fire) lepiej niech odpuszczą sobie słuchanie 8. Miłośnicy alternatywnego popu (a to aby nie oksymoron jest?) mogą brać płytę w ciemno. Przeważają subtelne, momentami ambientowe dźwięki – jak w otwierającym płytę Rozszczepie. Tu i ówdzie rządzi przyjemna elektronika (weźmy urocze Ulala), ale zaskakująco wiele na tej płycie jest organicznych brzmień. Rewelacyjne, lekko jazzowe dęciaki słychać w Pa, a kakofoniczną solówkę na saksofonie w genialnym, rozpędzonym Daj spać (z wyjątkowo ostro – w stosunku do reszty płyty – śpiewającą, krzyczącą wręcz Nosowską). Leniwy fortepian plus garść smyków i syntetycznych dźwięków w tle – to Polska, jeden z najlepszych numerów na płycie. Intryguje tekst, ze słowami: Śledzę wędrówkę słońca, leży pode mną Polska, patchwork uszyty z województw i drobnych łatek powiatów – jeden z najlepszych tekstów Nosowskiej, jaki słyszałem. Poetycka perła -sprawdźcie, jak ten tekst genialnie wygląda w formie pisanej!. Skojarzenia z klimatami poezji śpiewanej (Grzegorz Turnau i tak dalej) wywołuje u mnie Czas, z chwytliwą melodią. To mógłby być przebojowy singiel. Zamykający płytę O lesie pewnie też - gdyby nie minimalistyczne tło. Skądinąd fajne, ale zwolennicy radiowej muzyki-soundtracku do prasowania zgrzytaliby zębami. Największy przebojowy potencjał ma słusznie wybrana na singiel Nomada – muzyka podpada właściwie pod electropop, nie chwyta może od pierwszego usłyszenia, ale jak złapie, to nie puści. Tylko kto to wyemituje w mainstreamowym radiu? Nie sądzę, żeby pani Katarzyna się tym w jakikolwiek sposób przejmowała.
Za produkcję albumu odpowiadają starzy znajomi, Marcinowie Macuk i Bors (czasem mam wrażenie, że ten drugi macza palce w każdym polskim alternatywnym albumie) i album wyprodukowany jest na absolutnie światowym poziomie. W dziedzinie tekstów Nosowska jest tradycyjnie klasą dla siebie – ale to oczywista oczywistość. Powstał album idący z duchem czasu, ale i w każdym dźwięku stuprocentowo„nosowski”. Taki, który może połączyć młodocianych indie-hipsterów, jak i (mniej ortodoksyjnych) starych fanów Heya. Podsumowując – nie wszyscy będą Ósemką zachwyceni (fani talentu Kasi, bo dziennikarze z pewnością zapieją z zachwytu), ale nie mam wątpliwości, że artystka już może robić miejsce na półkach na nowe Fryderyki w przyszłym roku.
(8/10)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz